Blog > Komentarze do wpisu

Granie na Fraakranie (10) - Knights of the Old Republic II: The Sith Lord

W ostatnią środę października Fraa została brutalnie odcięta od Internetu. No, może nie do końca w środę, ale proces odcinania właściwie wtedy się rozpoczął. Całkowite odcięcie nastąpiło w czwartek czy piątek. Los chciał, że zdarzenie to nastąpiło tuż przed długim weekendem, toteż zapowiadało się, że kawiarka będzie musiała ostro szukać sobie innego zajęcia, nie mogąc buszować po forach internetowych czy grać w jakiegoś sympatycznego WoW-a na przykład.

KotOR IIZ tego miejsca Fraa pragnie gorąco podziękować Ulvowi, który saved the day. A nawet całe trzy days.
Otóż Ulv złożył na kawiarcze ręce grę Knights of the Old Republic II: The Sith Lords.

Tytuł nie jest nowy, bo pochodzi z 2005 roku (co na standardy gier komputerowych jest sporym kawałkiem czasu, nawet jeśli Fraa wciąż ma ochotę o Settlersach III powiedzieć, że są „wcale nie takie stare”) i stanowi kontynuację Knights of the Old Republic z roku 2003. Z racji stażu, jaki gra już ma na polskim rynku, jak również popularności uniwersum, którego dotyczy, Fraa pewnie nie musi przybliżać, o czym tak właściwie mowa, ale mimo wszystko zrobi to. Tak na wszelki wypadek i dla czystego sumienia.

 

Chodzi tu o cRPG-a osadzonego w świecie Gwiezdnych Wojen, którego akcja rozgrywa się cztery tysiące lat przed historią znaną ze starej (i – zdaniem kawiarki – jedynej słusznej) trylogii filmowej Star Wars, czyli z epizodów IV-VI. Jedi są praktycznie zdmuchnięci z powierzchni Zie... Jedi praktycznie nie istnieją, a za ewentualnymi niedobitkami biegają hordy łowców nagród.

Postać, w którą wciela się gracz, znajduje się ledwo żywa na pokładzie statku Ebon Hawk. Dzięki staraniom droida T3-M4 (przez kawiarkę niezmiennie nazywanego Artuditu), statek – ledwo bo ledwo, ale jednak – dolatuje na kolonię górniczą Peragus II, gdzie w końcu postać się budzi i... No i właśnie. Od tego momentu właściwie trudno napisać coś, co nie byłoby bezczelnym spoilerem. Grunt, że nic nie jest tak, jak miało być.

 

Skoro formalności załatwione, można przejść do sedna.

 

KotOR IIPrzede wszystkim: gra jest przemiodna. Choć dla maniaków fotorealistycznej grafiki pewnie byłaby ciężej strawna, jako że od strony wizualnej prezentuje się nieco przestarzale. Drzewa przypominają papierowe zabawki na choinkę (dwie kartki o stosownych konturach, złożone na krzyż), a większość kształtów jest dość wyraźnie kanciasta. Fraa jednakże graficzną fanatyczką nie jest, więc ten poziom wizualny w zupełności jej wystarcza. Wnętrza – choć w dużej mierze uzupełnione płaskimi teksturami – nadal są ładne, a krajobrazy malownicze. Podczas biegu trawa się odgina i nawet jeśli każde źdźbło nie rusza się osobno, to efekt pewnej naturalności i tak został osiągnięty.

Zarówno główne postacie, jak i „statyści” różnią się między sobą. Na tym tle nieco pozostawia do życzenia miasto Iziz, w którym na pierwszy rzut oka Fraa odniosła wrażenie, że mieszkają klony. Jednak z czasem i to wrażenie minęło – a może po prostu kawiarka przestała zwracać na to uwagę, bo zajęła się fabułą.

No właśnie – jeśli o to chodzi, gra ma w sobie wszystko to, co kawiarki lubią najbardziej. Jest więc oczywiście pewien element siekania, ale nie dominuje aż tak, żeby Fraa miała się tym znudzić. Między siekaniem a siekaniem gracz musi też całkiem dużo porozmawiać i pozwiedzać, zdobywając po drodze jasne bądź ciemne punkty mocy oraz wpływając na wzajemne relacje z innymi pojawiającymi się w grze postaciami. Fakt faktem, czasem kawiarka dostawała rzeczone punkty w najmniej spodziewanych momentach, ale to tylko sprawia, że nieco trudniej grać metodą „jak powiem to i to, dostanę ciemny punkt i mój piorun będzie mnie mniej kosztował...” – a więc gracz może spokojnie wczuć się w postać i kierować nią wedle uznania, a nie wedle wyliczeń „co się opłaca”, bo tak naprawdę... czasem trudno stwierdzić, co się będzie opłacało. Fraa zawsze była zdania, że tego typu wyliczenia niszczą całą fabularną grę, bo odciągają uwagę od dziejącej się historii na rzecz expienia.

[pożyczony fragment większej całości, zamieszczonej na YouTube]

No dobrze, powiedzmy, że tancerki w barze na Telosie nie zwalają z nóg, tym niemniej przecież nawet na rodzimej Ziemi znane są czasy i miejsca, gdzie pokazanie łydki uchodzi lub uchodziło za pornografię, łatwo więc uwierzyć, że istnieje lub istniała planeta, na której tego typu smętne kołysanie uchodziło za taniec erotyczny najwyższej klasy, prawda?
No.

KotOR II raz jeszczeGra jest w oryginalnej wersji językowej, co Fraa akurat liczy na plus. Są napisy, więc na spokojnie można wszystko przeczytać, a przynajmniej oszczędzono graczom masy irytujących błędów i niedoróbek, które dość często pojawiają się przy spolszczeniach.


Elementem natomiast, który irytował kawiarkę podczas rozgrywki, była wywalalność KotOR-a II. Po każdej rozmowie, po każdym przejściu do innej lokacji, że już Fraa nie wspomni o walkach, trzeba było zapisywać, bo nigdy nie było wiadomo, kiedy wyskoczy błąd i będzie trzeba całą grę uruchamiać na nowo. Zdarzało się to, niestety bardzo często. Odpalanie w trybach zgodności pomagało, ale tylko trochę. Niby nic, bo częste zapisywanie w tego typu grze i tak jest wskazane, ale na bogów – bez przesady! Niestety, użytkowników Visty lub Windowsa 7 czeka sporo nerwów podczas gry.


Poza tym irytującym mankamentem, gra jest warta polecenia – szczególnie jeśli kogoś bawi space opera i machanie mieczem świetlnym, z tym charakterystycznym bzzt! bzzt!

 

 

Then there was some big explosion, I was sitting here for a long time, then you showed up in your underwear and things got a lot better.

[Atton Rand]

wtorek, 09 listopada 2010, fraa_farara

Polecane wpisy


Fraacja
Liczydło, a co!