Mity

środa, 02 czerwca 2010

W dzisiejszym odcinku: Ares i jego orszak.

Ares LudovisiJak już Fraa wspominała przy okazji Ateny, Ares był nazywany bogiem wojny w złym tego sformułowania znaczeniu. Tak jak Atena patronowała sprawiedliwej walce, tak Ares patronował walce w ogóle. Nieważne z kim, byle dużo siekania było. Biorąc pod uwagę, jak w tekstach opisywali go starożytni Grecy, Ares nie cieszył się chyba dużą popularnością. Zazwyczaj przedstawione są przecież jego różnego rodzaju wpadki, porażki i kompromitujące epizody z życia. Co dało się pozytywnego powiedzieć o Aresie to chyba to, że był naprawdę solidnie zbudowanym kawałkiem faceta. No – zresztą przecież nie stałby się kochankiem samej Afrodyty tak zupełnie bez powodu... Ale Fraa nie o tym chciała napisać. Chciała natomiast przyjrzeć się Aresowi-wojownikowi. Bo przecież bóg tym właśnie jest przede wszystkim.

Najobszerniejszym źródłem wiadomości o Aresie jest (oprócz, oczywiście, Xeny) Iliada – tam też szczególnie mocno zarysowana jest wzajemna niechęć między ojcem Amazonek a Ateną. Pallada wciąż i nieustająco przypomina (zresztą, razem z Herą), że Ares wspiera w boju Trojan, a nie Greków. Kiedy bóg spotka się na ubitej ziemi z Diomedesem, ten ostatni dzięki Atenie wyjdzie z walki cało, a nawet ugodzi Aresa włócznią. Zresztą, Atena osobiście pokona swojego przyrodniego brata, rzuciwszy w niego ostrym kamieniem. Czytelnik więc dostaje w Iliadzie Aresa poniewieranego i niezbyt lubianego przez innych bogów – za wyjątkiem Afrodyty.
Jeśli jednak człowiek spróbuje pozbyć się uprzedzeń, to ma szansę zobaczyć Aresa również w innym świetle: po pierwsze, kiedy Ares rusza do boju... No to po prostu rusza do boju.

„Pallada szańce, brzegi, okopy przebiega,
Krzyczy, głos jej po całym polu się rozlega.
Z drugiej zaś strony Ares niby czarna fala
Straszliwym Trojan rykiem do boju zapala;
Już na nich woła z murów, już z wyniosłej wieży,
Już z przyjemnych pagórków, skąd Symois bieży.”

Albo inny moment z Aresem włączającym się do walki:

„Postrzegł ich wśród zastępów Hektor zapalony,
Leci, pole głośnymi napełniając krzyki,
Za nim tłumem trojańskie śpieszą wojowniki.
Wnet Ares na ich czele i Enijo stanie:
Ta zgiełk szerzy i smutne bojów zamieszanie;
Ares dzidą wstrząsając, by się we krwi skąpał,
Już przed, już za Hektorem wielkim krokiem stąpał.
Ujrzawszy go Diomed uczuł w sercu drżenie.
Jak człek wędrowny, długie obiegłszy przestrzenie,
Nad niezgłębionej rzeki wstrzymuje się brzegiem,
Która nurty do morza bystrym pędzi biegiem
I w tył uchodzi, groźnym przerażony szumem:
Tak się cofnął Diomed i rzekł między tłumem:
»Widzicie jaki Hektor, mężni przyjaciele,
Jak śmiało dzidą robi, jak zastępy ściele:
Nieustannie go boska zasłania opieka;
Teraz Ares jest przy nim w postaci człowieka.
Cofnijcie się, do Trojan obróciwszy czoła,
Nic przeciw bogom wasza prawica nie zdoła!...«
Gdy został bój straszliwy przez Aresa wszczęty,
Ni z podłą Grecy trwogą biegną na okręty,
Ni nadchodzą, lecz kroku cofają niewiele,
Słysząc, że Ares Troi przywodził na czele...
Widziała z nieba Hera Achajów tysiące,
Pod Hektora, Aresa żelazem ginące”

Ares przy Villa AdrianaTakie sceny mimo wszystko robią wrażenie, nawet jeśli czytelnik wie, że niebawem ten szał się skończy, a Ares znów oberwie. W kawiarczej opinii, Ares jest tak naprawdę dużo bardziej uczciwy i – poniekąd – sprawiedliwy od Ateny. Bądź co bądź, u niego sprawa jest jasna: ma być krew i szczęk oręża. A Pallada okropnie knuje. Umawia się z Dzeusem, z Herą, zakłada Hadesową niewidkę, a pod koniec i tak puszy się jak paw, bo znokautowała Afrodytę. To jest zaiste powód do dumy: wszak Afrodyta jest znana ze swojej niezwykłej wartości bojowej... chwileczkę... Nie jest? O nie, chyba rzeczywiście nie jest! Ares walczy z wojownikami (fakt, niezależnie jakiej są przynależności narodowej), podczas gdy Atena pastwi się nad kobieciną, która powinna zajmować się uwodzeniem i zbieraniem kwiatków na łące, ale zrządzeniem losu znalazła się w środku wojny i usiłowała stanąć w obronie kochanka. Pięknie.
I przecież Ares miał rację, kiedy nazywał Atenę bezwstydnicą i wypominał jej, że nie przegrał walki z Diomedesem, tylko przegrał, bo stał się ofiarą podstępu – niewidzialna Atena pokierowała włócznią herosa. To nie była czysta walka.

To prawda, wielokrotnie podkreśla się, że Ares jest okrutny i że uwielbia przelew krwi. Ale czy nie taki powinien być prawdziwy wojownik?

„Łudząc Greki, gdzie ranny Ajnejasz się podział,
Feb marę w jego postać i zbroję przyodział.
Przy niej równie trojańscy, jak greccy rycerze
Długimi dzirytami ogromne puklerze
I lekkie tłuką tarcze: trwała walka sroga,
Gdy bóg srebrnego łuku rzekł do wojny boga:
»Ares, Ares, okrutny! Co gubisz narody,
Przelewasz krew i w gruzy mienisz pyszne grody!
Nie pójdzieszże usunąć z boju tego męża,
Co by się na Zeusa porwał do oręża?
Naprzód Kiprydę zranił zuchwalec, a potem
Mnie, równając się z bogi, krwawym ścigał grotem«.
To rzekłszy na wyniosłym Pergamie usiądą.
Ares, którego sercem zapalczywość włada,
Nie mógł dłużej spokojnie na miejscu pozostać;
(…)
Feb Ajnejasza w swoim krytego kościele,
Tchnąwszy mu ogień w piersi, postawia na czele;
Niezmiernie towarzysze jego się cieszyły,
Że im wrócił wódz pełen zdrowia, męstwa, siły,
Ale nikt go nic pyta: bitwa nie pozwala,
Którą Feb, Ares, krwawa niezgoda zapala.”

Fraa może się nie zna, ale jej się to podoba. Bóg wojny nie może tracić czasu na bzdety – jest uosobieniem szału bitewnego. Podkreśla to zresztą orszak Aresa: dwóch woźniców – Dejmos i Fobos, czyli Strach i Groza (choć wedle hymnu homeryckiego do Aresa były to dwa ogniste rumaki w zaprzęgu boga wojny), a także dwie boginie: Eris i Enijo, czyli dobrze wszystkim znana Niezgoda oraz – nieco mniej znana – krwawa bogini wojny, uosabiająca gwałt i przemoc.

Taka prosta sieczka jednak nie wzbudzała zachwytu Greków. Jak już Fraa wspomniała, uwielbiali oni przyglądać się Aresowym porażkom i jest ich całkiem pokaźny zestaw. Ares i Afrodyta przyłapani w łóżku przez Hefajstosa; Ares co najmniej dwukrotnie pokonany w walce z Ateną pod Troją; Ares uwięziony na trzynaście miesięcy przez dwóch olbrzymów, Aloadów, synów Posejdona.

Wygląda na to jednak, że Rzymianie już pozytywniej oceniali swojego Marsa (pochodzącego od etruskiego Marisa). Nie należy się dziwić: po pierwsze, Rzymianie – jakkolwiek genialnych artystów i filozofów wśród nich nie brakowało – byli czcicielami rozumu w mniejszym stopniu, niż Grecy, a wojna pełniła u nich o wiele ważniejszą funkcję. Po drugie, przecież swój rodowód wywodzili wprost od Marsa, którego synami mieli być Remus i Romulus. Choć i Marsowi nie darowali drobnych wpadek, jak romans z Anną Perenną, kiedy to bóg był przekonany, że właśnie ma schadzkę z samą Minerwą.

Na tym tle kawiarkę w jakiś sposób zaskoczył wspomniany wcześniej hymn homerycki, który przedstawia Aresa w zupełnie innym świetle:

"W hełmie złocistym Aresie, siedzący na wozie, przemożny,
hardy, zbrojny spiżem i tarczą, miast opiekunie,
w boju potężny, o twardej i niestrudzonej prawicy,
tarczu Olimpu i ojcze Nike niosącej zwycięstwo,
mężów najsprawiedliwszych przywódco, podporo Themidy,
berło dzierżący odwagi, co krąg płomienny wśród siedmiu
szlaków eteru zataczasz, gdzie ciebie ogniste rumaki
niosą stale po trzeciej orbicie naszego wszechświata,
usłysz mnie, ludzi stronniku, młodości dawco kwitnącej,
ześlij z niebios na nasze żywoty jasność łagodną,
tudzież moc Aresową, ażebym zdołał odpędzić
klęskę nielitościwą, co ponad mą głową się zbiera,
oraz ugiął w swych piersiach zwodniczą ducha gorliwość!
Serca złą siłę powstrzymaj, gdyż ona mną niecnie kieruje
w bitwy zgiełkliwej zamęty. Wszak jesteś władny, o szczęsny,
sprawić, bym w prawach łagodnych zażywał miłego pokoju,
walki zaś tak nienawistnej i śmierci gwałtownej uniknął."

Hmm: miast opiekunie, mężów najsprawiedliwszych przywódco, podporo Themidy, ludzi stronniku, w prawach łagodnych zażywał miłego pokoju? Na wszystkich pomniejszych bogów średnio spektakularnych awantur małżeńskich – o co chodzi? Ares, który żyje dla rozlewu krwi, który ponoć właściwie nauczył ludzi prawdziwej walki na śmierć i życie, miałby pomóc człowiekowi uniknąć walki „nienawistnej”? Najwyraźniej ktoś tu próbował w jakiś sposób przybliżyć Aresa ludziom, ale robiąc to, zmienił boga wojny w stworzenie będące niemrawą mimozą gorszą niż Atena.
Fraa nie sądzi, żeby to była słuszna zmiana. W lepszym kierunku chyba jednak poszli tu Rzymianie, którzy – nie odbierając Marsowi waleczności – docenili jego, jak by nie patrzeć, męstwo. Bo czy można ganić Aresa za to, że miał w pogardzie spiski i podstępy?

Wedle systemu wartości Greków - najwyraźniej można. Wedle kawiarczego - w żadnym razie.

 

Lektury podstawowe:

  • Homer, Iliada, przeł. F. K. Dmochowski, Wrocław 1954
  • Homer, Odyseja, przeł. L. Siemieński, oprac. J. Łanowski, Wrocław 2004
  • Homeriká, czyli żywoty Homera i poematy przypisywane poecie, przeł. i oprac. W. Appel, Warszawa 2007
  • Hezjod, Narodziny bogów (Theogonia), Prace i dni, Tarcza, przeł. i oprac. J. Łanowski, Warszawa 1999





(…) A Aresowi,
który tarcze przebija, Popłoch i Strach urodziła
Kythereja – potężnych, co gęsty szyk mężów mieszają
w wojnie krew w żyłach mrożącej, z Aresem, miast
burzycielem –
i Harmonię; tę Kadmos zuchwały wziął za małżonkę.

 

 

PS. I wiecie co Państwo? Żeby było śmieszniej, Ares z Xeny wcale nie odstaje tak bardzo od Aresa Greków epoki archaicznej...

Ares

22:40, fraa_farara , Mity
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 czerwca 2010

Bogowie w tradycji grecko-rzymskiej stanowią ten dział mitologii, który może budzić naprawdę wiele wątpliwości. Czytając o tych bardzo przecież uczłowieczonych bóstwach, człowiek zaczyna się zastanawiać, jak można było ich czcić. Przecież bogowie prezentowali sobą pełen wachlarz ludzkich wad, a ich jedynym atutem była nieśmiertelność. A jednak: kobieciarz-Dzeus to najważniejszy z bogów, młodociany złodziejaszek Hermes przeprowadza dusze do świata zmarłych, a mściwa Hera, która nawet własnego małżonka nie potrafi utrzymać przy sobie, jest patronką małżeństwa, rodziny i macierzyństwa.
Nie inaczej ma się sprawa z bogami wojny.

Grecy znali dwójkę głównych bóstw odpowiedzialnych za konflikty zbrojne: Atenę i Aresa. Ich wzajemna wrogość była powszechnie znana – o ile Ares był szukającym guza awanturnikiem, o tyle Atena, wieczna dziewica, funkcjonowała jako patronka słusznej wojny, sprawiedliwej. Uosabiała opiekę Rozumu nad bezrozumną siłą. W teorii ma to wszystko sens.
Schody zaczynają się, kiedy człowiek próbuje przyjrzeć się tej cnotliwej Atenie oraz brutalnemu Aresowi, a w ramach bonusu - pomniejszym bóstwom wojny.

Pallas AtenaNa początek Atena: i tu warto przypomnieć sobie kilka mitów z nią związanych. Po pierwsze, klasyk – Arachne. Atena dowiedziała się, że Arachne pyszni się swoim nadzwyczajnym talentem prządki. Dziewczyna istotnie, mimo że z ubogiego domu, była dumna ze swojej pracy i utrzymywała, że przyzna Atenie pierwszeństwo w sztuce prząśniczej tylko wtedy, kiedy bogini się z Arachne zmierzy i wygra. Atena przystąpiła do zawodów i... przegrała. W najlepszym razie był remis. I co się później stało? Owidiusz pisze:

„Pallada nie może zganić jej roboty, nic odjąć jej nie może Zawiść. Boli boginię złotowłosą tak udane dzieło. Chwyta tkaninę, drze na strzępy wizerunki występnych niebian. A że właśnie trzymała w dłoni czółenko z cytoriackiej góry, kilkakroć uderza nim Arachne, córkę Idmona, w czoło.”

Czy tak się zachowuje bogini mądrości i sprawiedliwej walki? Przecież Arachne się przez ten epizod powiesiła! Ale później Atena „zlitowała się” nad dziewczyną:

„– Żyj sobie – rzekła – ale zawsze będziesz wisiała, nikczemna. A iżbyś żadnej nie miała nadziei na przyszłość, ta sama kara spadnie na ród cały, na twe późne wnuki.”

Zazwyczaj jako przykład okrucieństwa bogów, którzy współzawodniczą z ludźmi, podaje się Apollina i Marsjasza. Ale Fraa uważa, że tutaj Atena pokazała się z jeszcze gorszej strony. Po pierwsze, jest boginią rozumu! To zobowiązuje. Po drugie, Apollo wygrał zawody, a Pallas nie. Pallas nie miała żadnego racjonalnego uzasadnienia dla karania Arachne, bo przecież Arachne miała rację, kiedy była dumna ze swoich tkanin. Ta późniejsza „litość” Ateny jest równie niesprawiedliwa, co porwanie dzieła Arachne. Bo za cóż karą miałoby być zamienienie w pająka? Skąd nazwanie dziewczyny „nikczemną”? Fraa powtórzy raz jeszcze: Arachne miała rację. Tak wymierza sprawiedliwość wielka Pallas Atena?

Ale są i inne mity: ot, choćby konflikt Trojański. Atena w wojnie opowiedziała się po stronie Greków. Jednocześnie z Iliady wiadomo, że mieszkańcy Ilionu mieli przecież w mieście posąg Ateny, byli jej czcicielami. Co więcej, statua ta była gwarancją, że Troja nie upadnie – trzeba było najpierw wykraść rzeźbę, żeby w ogóle móc zakończyć tę wojnę. A jednak Grecy.
Można się tylko domyślać, jak duży wpływ na tę decyzję miał sąd Parysa na górze Ida. Fakt faktem, syn Priama przyznał pierwszeństwo Afrodycie. Mądra Atena nie dość, że po raz kolejny poniosła klęskę, to jeszcze Parys wzgardził jej darem. Co zresztą też daje do myślenia: Pallas Atena miałaby – dla usłyszenia od wieśniaka „Ty jesteś najpiękniejsza” – oddać swoje miasto? Oddać Ateny? Eurypidesowi nie mieści się w głowie taka głupota bogiń, dlatego wkłada w usta Hekabe w Trojankach słowa, które Fraa już przytaczała:

„Nie wierzę – Hera i Dziewica Pallas
Miałyby popaść w tak straszną głupotę –
Hera sprzedałaby barbarom Argos
Pallas Ateny w niewolę u Frygów,
Gdy z zalotności i dla żartu przyszły
Na sąd urody na Idę? Dlaczego
Hera tak bardzo chciałaby piękności –
By mieć lepszego męża niźli Dzeusa?
Może Atena chciała złowić męża –
Ta, co prosiła ojca o dziewictwo,
Nie cierpiąc łoża? Nie rób głupich z bogiń
Strojąc swą podłość – mądrzy nie uwierzą!”

Ale jednak taka była tradycja. Atena oddałaby swoje miasto dla głupiego sądu. Czy na pewno tak postępuje bogini mądrości? Przez ten sam sąd o pierwszeństwo w urodzie, Pallada przekreśliła Troję. Kto wie, jak ułożyłyby się losy wojny, gdyby oboje – Ares i Atena – opowiedzieli się po stronie Ilionu.

Kawiarkę zawsze fascynowało, jak o tej mściwej, zawistnej i porywczej kobiecie można było mówić, że jest rozumna. Jak można było oddawać jej cześć – Fraa zastanawia się ponadto, czy w Grekach też to budziło wątpliwości.
Może kiedyś się dowie.

 

 

Lektury podstawowe:

  • Owidiusz, Metamorfozy, przeł. A. Kamieńska, oprac. S. Stabryła, Wrocław 2004
  • Homer, Iliada, przeł. F. K. Dmochowski, Wrocław 1954
23:28, fraa_farara , Mity
Link Komentarze (3) »
piątek, 14 maja 2010

GryfO czym Fraa już wspominała w poprzedniej notce, to związek Arimaspów z gryfami. Mity dotyczące tego tajemniczego ludu mówiły o walce i o tym, że jeśli porwie się pisklę gryfa, można je sobie wytresować.

Michael Heaney sugeruje, że to powiązanie było jeszcze silniejsze, a akcent był położony zupełnie na coś innego.
Rzecz w tym, że jest całkiem prawdopodobne, iż Scytowie mogli natknąć się na kości protoceratopsa. Widząc tak niezwykły szkielet, najprawdopodobniej stwierdzili, że to martwy gryf. Więc coś musiało go zabić. Zabić w walce. Musiała być walka. Ktoś walczył. I tak, wskutek całkiem logicznego wywodu, Scytowie mogli dojść do legendy o Arimaspach. Wkrótce jednak mit przeobraził się w ten sposób, że to Amazonki zajęły miejsce Arimaspów w walce z gryfami. Arimaspowie nie byli więcej potrzebni, ale gryfy trwały.

I to gryfy, a nie Arimaspowie, przetrwały wieki.

U Herodota ich jedyną rolą było pilnowanie złota przed barbarzyńskimi rabusiami. Z czasem jednak te stworzenia otrzymały potężną rolę symboliczną. Jean C. Cooper pisze:

„Gryf może być strażnikiem; (...) W tej szacie staje się symbolem słońca, nieba, złocistej poświaty o poranku. W postaci gryfa splatają się moce ziemi i niebios. Jako strażnik, uosabia czujność i nieprzejednanie.”

Podobne znaczenie przypisuje gryfowi Stanisław Kobielus:

„Gryf należy do mitologicznych zwierząt o szponach, dziobie i skrzydłach orła, korpusie lwa oraz ostro zakończonych uszach kota. Podobnie jak orzeł i lew gryf miał znaczenie solarne. (...) Łączył w sobie ziemską siłę lwa i niebiańską energię orła, partycypował w ten sposób w Boskiej sile i mądrości, w sferze ziemskiej i niebiańskiej. Ostro zakończone uszy były symbolem czujności. Z tej przyczyny w wielu kulturach był uważany za strażnika miejsc świętych, grobów, mauzoleów, skarbów, kopalń złota, które per analogiam uważane było za metal solarny.”

Pojmowany w ten sposób gryf wykracza poza tradycję antyczną i sięga korzeniami do kultury semickiej. Martin L. West wskazuje na wspólną etymologię nazwy grúps oraz hebrajskiego kerûb. Również symbolika cheruba odpowiada znaczeniu gryfów: cherubin jest strażnikiem. W Księdze Rodzaju można przeczytać:

„Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia.” (Rdz 3, 24)

A więc tak jak gryfy Ajschylosa prowadzą walki z Arimaspami w mitycznej krainie, przez którą przepływa rzeka Plutona, tak samo cheruby w Biblii strzegą cudownego miejsca – Edenu i drzewa.
Cherub jednakże stoi nie tylko u bram ogrodu, z którego Bóg wygnał Adama i Ewę. W opisie Arki Przymierza, w Księdze Wyjścia, również mowa jest o dwóch cherubach ze złota, które mają zakrywać przebłagalnię skrzydłami. Znów w Świątyni w Jerozolimie miały się znaleźć dwa posągi uskrzydlonych cherubów (2Krn 3, 10-13). A więc są to kolejne przykłady na to, że cherubiny – tak jak gryfy – miały być strażnikami w świętych lub cudownych miejscach. A dopełnieniem tego wizerunku jest fragment z Ezechiela:

„Jako wielkiego cheruba 
opiekunem ustanowiłem cię 
na świętej górze Bożej, 
chadzałeś pośród błyszczących kamieni.” (Ez 28, 14)

Jest jeszcze inne podobieństwo, choć może nie tak oczywiste. W Psalmie 99 można przeczytać:

„Pan króluje: drżą narody; 
zasiada na cherubach: a ziemia się trzęsie.” (Ps 99, 1)

Analogicznie w Prometeuszu skowanym u Ajschylosa, kiedy do tytana przybywa Okeanos, dosiada on gryfa. Ale jak Fraa już powiedziała: nie jest to tak oczywiste. Problem w tym, że Ajschylos nie wspomniał bezpośrednio o gryfie, ale o „czworonożnym ptaku” (τετρασκελὴς οἰωνός – w. 396-397). Stanisław Witkowski w interpretacji tego fragmentu bierze pod rozwagę hippokampa, co by wydawało się o tyle logiczne, że hippokampy, w przeciwieństwie do poświęconych Apollonowi gryfów, były związane z bóstwami morskimi. Ale tu znów pojawia się kłopot, jako że hippokampy miały dwie nogi, a nie cztery.

W każdym razie Fraa z czystym sumieniem może stwierdzić, że mit o gryfach przyjął się na gruncie greckim. Po Aristeasie, Ajschylosie i Herodocie, wspomniał o nich Ktezjasz (znów jako o strażnikach złota), Pliniusz Starszy (ten z kolei pisał o gniazdach zawierających złoto), a dalej Pauzaniasz (przypomniał mit w wersji Aristeasa). Średniowiecze chętnie przejęło gryfy jako symbol dwoistej natury Chrystusa, aż w końcu mityczne stworzenie trafiło do heraldyki.

Co ciekawe (no, przynajmniej Fraa uważa, że to ciekawe), Adrienne Mayor twierdzi, że nawet przekaz o złotych gniazdach gryfów dowodzi prawdziwości tych stworzeń. Argumentem jest tu przykład sroki, która również zbiera w gnieździe błyszczące przedmioty. Być może więc podobnie postępowali jacyś krewni lub potomkowie protoceratopsa.

Mimo niewykluczonej prawdziwości gryfa, warto pamiętać, że stworzenie to nie różniło się właściwie od innych mitycznych bestii: stanowi połączenie dwóch zwierząt, tak jak harpia to pół-kobieta, pół-ptak, a pegaz to koń ze skrzydłami. Czy wspomniany wcześniej hippokamp: częściowo koń, a częściowo ryba. Będąc zlepkiem lwa i orła, gryf jest jednocześnie połączeniem tego, co symbolizuje lew i co symbolizuje orzeł. Nawet jeśli jacyś Scytowie znaleźli szczątki dinozaura w okolicach Tien Szan, nie ma powodów przypuszczać, że odbiło się to jakkolwiek na późniejszym podejściu Greków do tych stworzeń. Prawdopodobnie gryf szybko oderwał się od swoich korzeni i dołączył do innych fantastycznych bestii zamieszkujących nieznane Grekom tereny.



Lektury podstawowe:

  • Ajschylos, Prometeusz skowany. Persowie, red. S. Witkowski, tłum. J. Kasprowicz, Wrocław 2005
  • M. L. West, Wschodnie oblicze Helikonu, tłum. M. Filipczuk, T. Polański, Krakow 2008
  • J. C. Cooper, Zwierzęta symboliczne i mityczne, tłum. A. Kozłowska-Ryś, L. Ryś, Poznań 1998
  • S. Kobielus, Bestiarium chrześcijańskie, Warszawa 2002
  • W. Dobrowolski, Mity morskie antyku, Warszawa 1987
  • J. Schnayder, Z greckiej fantastyki podrożniczej [w:] Meander, 1947 nr 1
  • K. Głombiowski, Hekatajos z Miletu o ziemiach i ludach wschodu [w:] Meander 1971
  • A. Mayor, M. Heaney, Griffins and Arimaspeans [w:] Folklore, 1993 nr 1-2
22:04, fraa_farara , Mity
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 maja 2010

Gryf i ArimaspJakiś czas temu Fraa liznęła nieco tematykę Scytów, a wraz z tym – Arimaspów i innych mitów związanych z tym regionem. I musi przyznać, że to naprawdę ciekawe. Czy będzie równie ciekawe dla Państwa – cóż, czas pokaże.
Albo i nie.

Zacząć należy od tego, że zdaniem Herodota, pośrednią przyczyną znalezienia się Scytów w obszarze nadczarnomorskim miała być agresja ludów znajdujących się daleko na niedostępnym wschodzie:

„Wszystkie te ludy, z wyjątkiem Hiperborejczyków, zawsze miały zaczepiać swych sąsiadów, przy czym rozpoczynali Arimaspowie; i tak przez Arimaspów wypędzeni zostali ze swego kraju Issedonowie, przez Issedonów Scytowie; Kimmeriowie zaś, którzy mieszkali nad morzem południowym, opuścili swój kraj, napierani przez Scytów.” (Hdt IV, 13)

I o ile Herodot bardzo szczegółowo i barwnie opisuje Scytów i ich tryb życia, o tyle wzmianki o ludach mieszkających dalej na północ i na wschód prezentują się nader skromnie. Ponoć był jeden poeta, na wpół legendarny poeta Aristeas z Prokonnezu, który widział na własne oczy tamte plemiona i stworzył dzieło Arimaspea, ale z jego relacji Herodot przekazuje tylko:

Aristeas, syn Kaystrobiosa z Prokonnezu, poeta epiczny, opowiada, że natchniony przez Apollina przybył do Issedonów i że za Issedonami mieszkali Arimaspowie, mężowie o jednym oku; za tymi pilnujące złota gryfy, a za tymi Hiperborejczycy” (Hdt IV, 13)

Tożsamość rzeczonego Aristeasa, jak również czas jego życia, stanowiły zagadkę już dla starożytnych. Strabon podaje, że poeta był nauczycielem samego Homera – rozwijając tę teorię, geograf stwierdza, że Cyklopi z Odysei są legendą wywodzącą się od Arimaspów. I choć tak naprawdę wciąż nie wiadomo, kiedy Aristeas żył, to jednak powiązanie walczącego z gryfami plemienia oraz Cyklopów sprawia całkiem przekonujące wrażenie.

Już same nazwy, choć na pierwszy rzut oka nie wyglądają podobnie, wykazują jednak sporo wspólnych cech. Herodot pisał, że po scytyjsku arima znaczy „jeden”, a spu – „oko”. Z kolei termin kyklops (κύκλωψ) tłumaczy się jako „pierścieniooki”. Czyli w obu przypadkach chodzi o oko – jedno okrągłe oko na środku czoła.
Inna sprawa, że Herodotejska etymologia nazwy „Arimaspowie” wcale nie musi być tą właściwą. Według Michaela Heaney'a nazwa ta pochodzi od „pustynnego konia” czy też „posiadacza pustynnego konia”, co logicznie łączyłoby się z faktem, że na terenie zamieszkałym przez Arimaspów występował koń Przewalskiego.
Fraa jednak nie potrafi odrzucić powiązania Arimaspów z Cyklopami. Nie chodzi tu nawet tylko o jedno oko, ale też o tryb życia. Bądź co bądź, Cyklopowie mieli być pomocnikami Hefajstosa w kuźni, wykuwali pioruny dla Dzeusa, wykuli trójząb dla Posejdona, czapkę-niewidkę dla Hadesa i inne atrybuty bogów, jak choćby łuk i strzały dla Apollona i Artemidy. Byli specjalistami w obróbce metali.
Tymczasem wśród starożytnych panowało przekonanie, że ta sztuka – sztuka obróbki metali – pochodzi z niegościnnej północy. Ajschylos nazywa Scytię „ziemią w żelazo plenną” (A. Pr., w. 303-304). Do ludu Chalybów (również rejon nadczarnomorski) tragik stosuje jedno, wiele mówiące określenie: „kowale” (οἱ σιδηροτέκτονες). Powtarza się więc człon σἱδηρος oznaczający stal, żelazo, czy po prostu żelazny przedmiot – broń lub narzędzie.
Siedziby Arimaspów miały znajdować się więc tam, skąd do Greków przybyła sztuka obróbki metalu. W dodatku tragik napisał, że Arimaspowie żyli nad rzeką Plutona, a πλοῦτος oznacza bogactwo lub skarb – a więc na przykład złoto, którego pilnowały gryfy i z którego ludzie mogliby wytwarzać ozdoby, naczynia i inne przedmioty (zresztą na obszarach nadczarnomorskich zamieszkiwanych przez Scytów i inne ludy znaleziono imponujące złote skarby). Nie ma więc powodów nie wierzyć, że Arimaspowie byli plemieniem górniczo-hutniczym, tak jak i Cyklopowie.
W takim przypadku zresztą istniałoby całkiem logiczne wyjaśnienie dla owego „oka” - chodziłoby tu o lampkę zainstalowaną na czole, taką jakiej używali Grecy, gdy zapuszczali się w głąb kopalni, o czym pisał Kazimierz Michałowski:

„Prócz tego górnicy przytwierdzali sobie niekiedy do czoła małe lampki oliwne o jednym knocie, które nadawały im w ciemnościach wygląd jednookich cyklopów mitycznych."

Cały przekaz o Arimaspach byłby więc zmitologizowaną wersją opowieści o żyjącym na północ od Scytów plemieniu górniczo-hutniczym, którego wersja jeszcze bardziej zmitologizowana, to Cyklopowie.

Jednak nie na tym koniec.
Zabytki znad Morza Czarnego wyraźnie wskazują na popularność legendy Arimaspów w V-IV w. p.n.e. (a tak, Fraa całe życie używała formy „przed naszą erą” i nie zamierza tego zmieniać na żadne „przed Chrystusem” – tym bardziej, że od dawna wiadomo, iż Chrystus w żadnym razie nie narodził się w roku zerowym). Na licznych znaleziskach znajdują się wizerunki Arimaspów walczących z gryfami o złoto, którego te pilnowały.

W IV w. p.n.e. pojawiła się jednak pewna niejasność co do tożsamości przedstawianych wojowników. U Herodota wszystko jest jasne: są Arimaspowie, za nimi są gryfy. Amazonki też gdzieś są, ale to oddzielna bajka – to plemię wojowniczych kobiet, które walczyły ze Scytami, by ostatecznie się z nimi zmieszać. Jednak w sztuce nadczarnomorskiej stopniowo zatarły się różnice między ludami.

W VI w. p.n.e. znana była legenda o walce Amazonek z Hellenami. Kobiety te nosiły grecką odzież, a od przeciwników odróżniały się jedynie jaśniejszym odcieniem skóry (tak starożytni zaznaczali płeć na malowidłach). Stopniowo jednak zaczęto przedstawiać Amazonki w scytyjskim ubraniu i ze scytyjskim uzbrojeniem, a w IV w. p.n.e., oprócz Hellenów, dodawano im nowych przeciwników, a wśród tych – gryfy. Tak jak Arimaspowie.

W konsekwencji tego przemieszania mitów, często trudno stwierdzić, kto tak naprawdę został przedstawiony w scenie walki z mitycznymi zwierzętami poświęconymi Apollonowi: Arimaspowie czy Amazonki. Bo ani kolor skóry nic nie powie (scytyjskie odzienie zakrywało całe działo), ani fryzura (włosy były schowane pod scytyjskimi czapkami), ani nawet liczba oczu (postacie przedstawione z profilu).
I tak Arimaspowie powoli zaczęli znikać ze sceny.



Lektury podstawowe:

  • Herodot, Dzieje, przeł. S. Hammer, oprac. R. Turasiewicz, Wrocław 2005
  • Ajschylos, Tragedie, przeł. i oprac. S. Srebrny, Kraków 2005
  • K. Michałowski, Praca górnika i hutnika w starożytnej Grecji, Warszawa 1949
  • S. West, Aristeas u Herodota, tłum. W. Juszczak [w:] Konteksty: polska sztuka ludowa, red. Z. Benedyktowicz, 2003 nr 3-4
  • A. Mayor, M. Heaney, Griffins and Arimaspeans [w:] Folklore, 1993 nr 1-2
  • K. Rekucka-Bugajska, Elementy wierzeń i mitologii związane z metalurgią w starożytnej Grecji [w:] Nowy Filomata, red. S. Stabryła, 1999 nr 1
  • M. Nowicka, L. Press, Od Fanagorii do Apollonii, Warszawa 1962
  • L. I. Albaum, B. Brentjes, Strażnicy złota, tłum. A. Reiche, Warszawa 1982
  • Scythian art: the legacy of the Scythian world: mid-7th to 3rd century B.C., red. N. Kutovoi, tłum. V. Sobolev, Leningrad 1986
  • G. Sokolov, Antique art on the northern Black Sea coast, Leningrad 1974
  • M. Treister, Masters and Workshops of the Jewellery and Toreutics from Fourth-Century
  • Scythian Burial-Mounds [w:] Scythian and Greeks, red. D. Braund, Exeter 2005
20:28, fraa_farara , Mity
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 maja 2010

Ciąg dalszy wpisu wczorajszego...

 

 

Parys z Heleną - J.L. David 1788Byłoby jednakże niesprawiedliwością obarczać Helenę całą winą. Należy pamiętać, że córka Ledy nigdzie by nie popłynęła, gdyby nie Parys.
O Parysie Flawiusz Filostratos w Rozmowie o herosach pisze w ten sposób:

„Mówią więc, że Aleksandra nienawidzili wszyscy Trojanie. Był nie najgorszy w walce, odznaczał się przyjemnym głosem i miłym obejściem, wszak obracał się na Peloponezie. Walczył na różne sposoby, a w strzelaniu z łuku nie ustępował Pandarosowi. Jako młodzieniec przypłynął do Hellady, gdzie, jako gościa Menelaosa, oczarowała go swoim widokiem Helena. Zmarł przed trzydziestym rokiem życia. Cieszył się swoją urodą i, jak był przez innych podziwiany, tak też podziwiał sam siebie. Protesilaos pokpiwa z niego z wdziękiem. Widząc tego pawia (heros czyni tu aluzję do barw i wytworności ptaka), jak kroczył potrząsając piórami, przyglądając się im, czyszcząc je i poprawiając ich ustawienie, by wyglądały jak kolia z drogich kamieni, powiedział: «Patrz, to Parys, syn Priama, którego właśnie wspominaliśmy». Na moje pytanie: «Co upodabnia Parysa do pawia?» – odpowiedział: «Miłość własna». Ten wystrojony przyglądał się sam sobie podziwiając swoją zbroję. Przyodziewał ramiona skórami lamparcimi, nie znosił, by brud czepiał się w walce jego włosów, dbał też o połysk paznokci. Miał orli nos, jasną cerę, malował sobie oczy, jedna jego brew była podniesiona.”

Taki więc mężczyzna – Fraa nazywa go tu „mężczyzną” dla uproszczenia, nie dla jakichś szczególnie męskich przymiotów – uwiódł Helenę. Trzeba tu dodać, że Parys miał żonę – nimfę Ojnone, którą zdradził tak samo jak Helena zdradziła Menelaosa.
Jednak to, że o Parysie mniej się mówi, nie dziwi jakoś szczególnie. Bądź co bądź, syn Priama miał przynajmniej tyle przyzwoitości, żeby zginąć raniony przez Filokteta podczas wojny. Tym większą satysfakcję Fraa czerpie z tego, że do śmierci Parysa przyczyniła się sama Ojnone, która mogła uleczyć wiarołomnego męża, ale odmówiła.
Czy można się dziwić? Przecież miała solidne podstawy do czucia się urażoną. W Owidiuszowym liście do Parysa, Ojnone pisze:

„Nimfa ze szczytów idajskich śle to pismo do przeczytania swemu Parysowi, chociażby wzbraniał się przed tym, abym go zwała moim.
Przeczytasz je? Czy też nowa żona Ci zabroni? Przeczytaj! Listu tego nie pisała ręka Mykeńczyka.
Ja, pegazyjska Ojnone, najsławniejsza w lasach frygijskich, skarżę się, obrażona w swej dumie przez Ciebie, którego, pozwolisz, że nazwę swym mężem. (…)
Kiedym ja, nimfa, córka boga potężnej rzeki, Ciebie wybrała sobie na męża, nie byłeś wtedy tak wielki. Dzisiaj syn Priama, nie bójmy się prawdy, byłeś wówczas niewolnikiem, alem ja, nimfa, nie wahała się poślubić niewolnika. Często pośrodku stada spoczywaliśmy w cieniu drzew, a trawa zasłana liśćmi służyła nam za łoże. (…)
Kto Cię wiódł po górskich borach najsposobniejszych do łowów, kto pokazywał, w jakiej skalnej grocie zwierz ukazywał swe małe? Ileż to razy pomagałam Ci napinać rozluźnione oczka sieci, ileż razy z szybkonogimi psami pędziłam przez najwyższe szczyty! Me imię zachowały buki nacięte Twym nożem, dziś jeszcze czytać na nich można: «Ojnone». (…)
Teraz tylko takie Ci odpowiadają, które podążają za Tobą przez otwarte morze i opuszczają prawowite małżeńskie łoża. Lecz ongi, gdyś, ubogi pasterz, wiódł stada, tylko Ojnone była małżonką biedaka. Nie nęcą mnie Twoje bogactwa, nie obchodzi mnie Twój pałac królewski ani nie żądam, by mnie zwano jedną z wielu synowych Priama. Nie dlatego, by Priam miał się wzbraniać przed nazwaniem go teściem nimfy ani żebym Hekabie mogła się wydać niegodną miana synowej. Jam godna być małżonką potężnego pana. I pragnę nią być. Mam dłonie, co potrafią dzierżyć berło. Nie gardź mną tylko dlatego, że wraz z Tobą leżałam w cieniu buków. Jam bardziej godna łoża z purpury. Ponadto zaś miłość moja darzy bezpieczeństwem; nikt z powodu mnie nie przygotowuje żadnej wojny i fale morza nie przynoszą statków z mścicielami.”

I więcej w tym tonie.
Fraa naprawdę niezmiernie się cieszy, że nimfa miała w sobie tyle siły charakteru, żeby nie przebaczyć Parysowi i odwrócić się od niego, kiedy ten potrzebował jej pomocy. Niestety, Helena – wedle relacji Homera w Odysei – żyła długo i szczęśliwie na powrót u boku Menelaosa.

Ojnone nie jest jedyną kobietą, która znienawidziła tę parę kochanków. Już wcześniej Fraa wspomniała Hekabe, ale można się przy królowej Troi zatrzymać na chwilę, ponieważ to ona jest tą, która fantastycznie zbija wszelkie argumenty Heleny, gdy ta w Trojankach broni swojej niewinności i swoich racji przed rozwścieczonym Menelaosem, który nie ukrywa, że Grecy postanowili zabić córkę Ledy. Hekabe odpowiada Helenie:

„Dobrze! Wziął gwałtem cię mój syn, powiadasz,
Któż w Sparcie spostrzegł, czy ty choć krzyknęłaś,
A młody Kastor był tam i brat-bliźniak –
Byli tam jeszcze, nie wśród gwiazd na niebie!
Więc – jużeś w Troi, Achajowie w ślady
Za tobą, trwają orężne zmagania.
(…)
Widziałaś tylko szczęście, dbałaś tylko,
By iść za szczęściem, za cnotą nie chciałaś.
I potem mówisz, że wiązałaś sznury
U blanków, chcąc zbiec, żeś tu być nie chciała!
Czy cię schwytano przy wieszaniu stryczka,
Ostrzeniu noża? – kobieta szlachetna
Tak by czyniła z żalu za swym mężem!
A ileż razy cię napominałam:
«Córeczko, wyjedź! Syn mój w inne śluby
Wstąpi – a ciebie na greckie okręty
Wyślę ukradkiem – i tak kres już połóż
Greków i Trojan wojnie.» To ci było
Przykre. Pyszniłaś się w domu Parysa,
Czołobitności barbarzyńskiej chciałaś!”

 

Przelotny romans Parysa i Heleny sprowadził zgubę na Troję i szereg lat nieszczęść na Helladę. To nie tylko uśmierceni wielcy herosi, tacy jak Hektor czy Ajas, ale też tragedia niezliczonych kobiet, takich jak skromna i wierna Laodamia, która straciła Protesilasa zaraz po ślubie, jak w końcu dobrze znana wszystkim Penelopa, która dwadzieścia lat żyła jako wdowa. To za Heleny i Parysa przyczyną obrócił się w ruinę dom Atrydów. Kasandra wręcz wskazuje na to, że Troję spotkał lepszy los niż Greków – bo Trojanie zginęli w obronie ojczyzny, legli na własnej ziemi, w sławie. A Hellenowie z dala od domu, walczyli w cudzej sprawie, greckie żony stawały się wdowami, a rodzice stawali się bezdzietni. Nie było w tym sławy.
Tymczasem po śmierci Parysa, drugiego po Tezeuszu kochanka, Helena miała mieć krótki romans z Achillesem, aż ostatecznie poślubił ją Deifobos. Jak na cnotliwą małżonkę, na jaką usiłuje Helena się kreować, miała całkiem niezłą statystykę.

Fraa nie potrafi udawać, że Helena albo Parys wzbudzają w niej chociaż jakąkolwiek krztynę sympatii. Nie wzbudzają. Przez lekkomyślność, wiarołomstwo i zwykły egoizm tych dwojga stało się to, o czym śpiewa Chór w Helenie:

„Matki straciły synów,
Dziewice-siostry warkocze
Kładą za zmarłych nad falą
Rzeki frygijskiej, Skamandru.
Krzyk, krzyk wydała Hellada
I zajęczała jak płaczka!
Rękami po głowie się bije,
Paznokciami rozdziera oblicze.”

A jeśli komuś przewinął się w rękach tytuł Pochwała Heleny Gorgiasza, to niech spojrzy na zakończenie tego tekstu:

„Zmazałem swą mową niesławę kobiety, przestrzegałem wiernie prawa, które przedstawiłem na początku mowy, starałem się obalić niesprawiedliwość potępienia i głupotę mniemania, powziąwszy zamiar napisania mowy pochwalnej o Helenie, którą to mowę uważam za retoryczną igraszkę.”

Nawet sofista Gorgiasz, dla którego – jak to dla sofistów – nie istnieje obiektywna prawda, a rację ma ten, kto lepiej przemawia, nawet dla niego niewinność Heleny może być najwyżej rozpatrywana tak dla jaj, dla igraszki. Bo przecież każdy wie, że była winna jak diabli, a tłumaczenie jej niewierności wolą bogów czy użyciem wobec córki Ledy przemocy, może wzbudzić najwyżej śmiech. Nikt czegoś takiego nie mówiłby na poważnie.

Na koniec Fraa musi przytoczyć pieśń I.15 Horacego, która genialnie oddaje stosunek starożytnych do wydarzeń związanych z upadkiem Troi, jak również oddaje to, co myśli o tym wszystkim Fraa:

„Gdy pasterz wiarołomny po morskiej głębinie
Na łodziach mknął idejskich z Heleną porwaną
Wówczas, gdy w jej pałacu przebywał w gościnie,
Nereus ciszę sprowadził nieoczekiwaną

I straszne głosił wróżby: «Pod złymi ty znaki
Wiedziesz w gród swój niewiastę, po którą wyruszy
Złączona Grecja z wojów mnogimi orszaki
I śluby twe wraz z tronem Pryamowym skruszy...

Hej, jakiż znój tam czeka i mężów, i konie,
Jak sroga grozi Troi przez ciebie zagłada!
Oto rydwan i puklerz, i szyszak na skronie
Gotuje – i wojenny szał wznieca Pallada.

Próżno ty, ufny w pomoc Wenery i siłę,
Trefić będziesz swe pukle i przy lutni dźwięku
Zawodzić słodkie pienia, białogłowom miłe;
Próżno unikać będziesz wojennego szczęku,

Kretyjskich strzał i włóczni, w komnatach ukryty;
Próżno będziesz uchodził przed szybką pogonią
Ajasa, bo choć późno, biada ci, zabity
Legniesz w zbroczonym prochu rozpustniczą skronią.

Nie przeczuwasz Odyssa, który grób zgotuje
Twej ojczyźnie, nie widzisz z Pylos bohatera?
Oto cię salamiński śmiało atakuje
Teucer, oto Stenelus na ciebie napiera,

Wojownik doświadczony, a także w potrzebie
Do kierowania końmi ochoczy woźnica.
Poznasz także Meriona, a oto znów ciebie
Dopaść chce Dyomedes, lepszy od rodzica.

Jak jeleń rzuca paszę i zmyka z pośpiechem,
Gdy wilka z drugiej strony zobaczy w parowie,
Tak ty przed owym umkniesz z zapartym oddechem,
Lubo nie tak przyrzekłeś swojej białogłowie.

Gniew Achillesa Troi opóźni ruinę
I niewiastom frygijskim odwlecze dzień skonu,
Lecz gdy Los wyznaczoną wybije godzinę,
Zniszczy grecka pożoga potęgę Ilionu.»”

[tłum. Józef Zawirowski]




Lektury podstawowe:

  • Homer Iliada, Odyseja
  • Janina Gajda, Sofiści, Warszawa 1989
  • Quinti Horati Flacci Opera omnia, t. I, pod red. O. Jurewicza, Warszawa 2000
  • Owidiusz, Heroidy, przeł. W. Markowska, Kraków 1986
  • Flawiusz Filostratos, Rozmowy o herosach, przeł. M. Szarmach, Toruń 2003
  • Herodot, Dzieje, przeł. S. Hammer, Wrocław 2005
  • Eurypides, Tragedie, przeł. i oprac. J. Łanowski, Warszawa 1967
  • Robert Graves, Mity greckie, przeł. H. Krzeczkowski, Kraków 2009

 

 

 

 

„Śród rzezi, krwi dzierży Ares szale wag.
Wymienny kram w rynku – dla wymiany ciał!
Ze stosów, spod Ilionu baszt,
do domu, matkom, żonom śle
proch, od gorzkich ciężki łez.
Popiołem ludzkim srogi bóg
tyle już napełnił urn!...
Żałobny mężów sławi płacz:
ten – mówią – szermierz dzielny był,
ów, pięknie walcząc pierś o pierś,
poległ – za cudzą żonę... Tak
z cicha już tylko szemrze lud.”

[Chór w „Agamemnonie” Eurypidesa]






PS. Ach, ponadto Fraa czuje się w obowiązku dodać jedno sprostowanie do wpisu o Medei. Bo Fraa zapomniała przy tym wszystkim dodać, że Jazon, przybywając do Kolchidy, był żonaty – jego małżonką była Hypsipile z Lemnos. Niby szczegół, ale zapewne nie dla zdradzonej kobiety.

02:00, fraa_farara , Mity
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 maja 2010

Ten wpis będzie w dwóch odcinkach. Nie dlatego, że Fraa nie ma pomysłu na jutro. Niestety, przy okazji pisania o Medei okazało się, że przewidziany jest limit na wpisy. O ile wtedy ledwo-ledwo, ale udało się wcisnąć w ten limit (trzeba było wyciąć tylko dwa zdania), o tyle Fraa obawia się, że tutaj musiałaby wywalić jakąś stronę, a - co tu dużo kryć - po prostu nie chce i nie zamierza tego robić, bo nie po to tyle pisała, żeby teraz to wyrzucać gdzieś do odległej galaktyki.

Dlatego też będzie podzielone na pół. Tak mniej-więcej...

 

 

Helena Trojańska - Evelyn De Morgan 1898Opowieść o najpiękniejszej kobiecie starożytnej Grecji, córce Dzeusa i Ledy, pewnie większość ludzi zna. Wszystko zaczęło się od tego, że trzy boginie – Hera, Afrodyta i Atena – spierały się o jabłko podpisane „Dla najpiękniejszej”, podrzucone przez Eris, bogini niezgody. W końcu zostało ustalone, że poproszą o rozsądzenie sporu niejakiego Parysa – będącego wówczas ubogim pastuszkiem gdzieś w okolicach góry Ida. Parys wydał werdykt na korzyść Afrodyty, która obiecała mu w zamian za to najpiękniejszą kobietę za żonę. Miała nią zostać Helena, żona Menelaosa.

Tu należy cofnąć się nieco w czasie i powiedzieć parę słów o Helenie.
Córka lub, wedle innej wersji, wychowanka Ledy, wykluła się z jajka, była piękna, a za rodzeństwo miała Klitajmestrę oraz Dioskurów – czyli Kastora i Polideukesa. Kiedy miała około dwunastu lat, akurat tak się stało, że Tezeusz – za namową Pejritoosa – postanowił uprowadzić ją celem spowinowacenia się z Dioskurami przez małżeństwo. Panowie, po udanym porwaniu, mieli losować, który weźmie Helenę. Dla przegranego postanowili uprowadzić wtedy jeszcze jedną córkę Dzeusa. Nie brzmi to zbyt romantycznie, ale tak snuje tę opowieść Robert Graves, podpierając się Pauzaniaszem i Diodorem Sycylijskim.
Porwali więc młodziutką Helenę, a wygrał Tezeusz. Wedle mitografów, miał on być jej pierwszym kochankiem. Kiedy jednak heros wraz z przyjacielem udał się do Hadesu po Persefonę dla Pejritoosa, Dioskurowie odbili Helenę, a wraz z nią uprowadzili matkę Tezeusza, Ajtrę.
Kiedy Helena wróciła do domu, jej przybrany ziemski ojciec, Tyndareos, postanowił wydać ją za mąż. Zjawiło się wielu zalotników, najznamienitsi herosi znanego świata. Żeby uniknąć rozlewu krwi, Tyndareos (za namową Odysa) wymusił na kandydatach przysięgę, że uszanują wybór Heleny, a jeśli przyszłego małżonka spotka jakieś nieszczęście, stawią się gotowi, żeby mu pomóc. Jak widać, starożytni herosi zbytnią siłą umysłu nie grzeszyli, bo zgodzili się na ten układ. Helena wybrała Menelaosa (bogowie raczą wiedzieć czemu, bo przecież Menelaos nie wsławił się niczym ponad to, że był mężem Heleny...). U Eurypidesa w Ifigenii w Aulidzie Agamemnon opisuje to w ten sposób:

„Niech zalotnicy zwiążą się przysięgą
I dłonie sobie ścisną, i na ogień
Płynną ofiarę zleją, i ślubują:
«Czyją zostanie Tyndarowa córka,
Temu z pomocą przyjść, gdyby ktoś porwał
Z domu ją, z łoża prawego małżonka –
Wyprawić razem się, zbrojnie spustoszyć
Miasto – czy greckie, czy też barbarzyńskie.»
Gdy zaprzysięgli to – chytrze ich starzec
Tyndarej podszedł swym mądrym pomysłem –
Zezwala córce wybrać z nich małżonka,
Tego, ku komu pchną ją wichry Kypris.
I wzięła – oby go nigdy nie brała! –
Menelaosa, a od Frygów przybył
Ten „sędzia bogiń”, jak wieść grecka niesie
Do Sparty, w szaty kwieciste odziany,
Błyszcząc od złotych barbarzyńskich ozdób,
I zakochany porwał zakochaną
Helenę na pastwiska Idy, kiedy
Menelaosa nie było.”

I tu można wrócić do Parysa.
Parys zawitał w Sparcie i został ugoszczony przez Menelaosa. Jednak król musiał udać się na pogrzeb i opuścił dom na jakiś czas. Ten moment wykorzystali Parys i Helena, którzy – jak się okazało – dość szybko wpadli sobie w oko. Odpłynęli het, het daleko.
Ostatecznie wylądowali w Ilionie, gdzie Priam uznał Parysa za swego syna i od tej pory Parys mógł wieść prawdziwie królewski żywot. To znaczy mógłby, gdyby nie to, że pogoń była blisko i już niebawem pod murami Troi rozpętało się piekło.

Tyle mówi najprostsza wersja mitu.

Najprostsze wersje mają jednak to do siebie, że nie wnikają w motywy działania bohaterów ani nie poddają ich czynów ocenie. Tym zajmują się już artyści – a przypadku Heleny i Parysa było to naprawdę znaczne grono autorów zarówno greckich, jak i łacińskich. Z tych najbardziej znanych można tu wymienić Homera, Herodota, Alkajosa, Sofoklesa, Eurypidesa, Gorgiasza, Owidiusza czy Horacego.
Cóż oni mogą powiedzieć współczesnemu czytelnikowi?

Tak naprawdę mało kto, podejmując tę tematykę, podnosił kwestię sporu bogiń. Coś o tym wspomniał Wergiliusz w Eneidzie, coś Gorgiasz w Pochwale Heleny, ale przecież starożytni nie byli głupi. Nie oceniali ludzkich postępków przez pryzmat bajecznej historyjki o rzuconym przez Eris jabłku. Hekabe w Trojankach Eurypidesa tak mówi do Heleny:

„Nie wierzę – Hera i Dziewica Pallas
Miałyby popaść w tak straszną głupotę –
Hera sprzedałaby barbarom Argos
Pallas Ateny w niewolę u Frygów,
Gdy z zalotności i dla żartu przyszły
Na sąd urody na Idę? Dlaczego
Hera tak bardzo chciałaby piękności –
By mieć lepszego męża niźli Dzeusa?
Może Atena chciała złowić męża –
Ta, co prosiła ojca o dziewictwo,
Nie cierpiąc łoża? Nie rób głupich z bogiń
Strojąc swą podłość – mądrzy nie uwierzą!”

Zresztą, już Herodot bezlitośnie odziera dzieje Heleny z mitycznej otoczki, kiedy opowiada o przyczynach antagonizmu między Europą a Azją:

„Aż dotąd więc były tylko wzajemne uprowadzenia, teraz jednak Hellenowie w wysokim stopniu zawinili: oni bowiem wprzód wyprawili się na Azję niż Azjaci na Europę. Zdaniem Persów, porywać niewiasty jest czynem ludzi niesprawiedliwych, ale z powodu porwanych zawzięcie uprawiać dzieło zemsty mogą tylko nierozumni; rozsądni ludzie zgoła nie troszczą się o porwane kobiety: boć przecie to jasne, że gdyby same nie chciały, nie zostałyby uprowadzone.”

Może i brzmi to okrutnie, ale w przypadku Heleny jest całkowicie słusznym wnioskiem. Gdyby nie chciała, to nie zostałaby uprowadzona. Ale ona przecież odwzajemniła uczucie Parysa, o czym mówi choćby Agamemnon w przytoczonym wyżej fragmencie, ale też wskazuje na to Kasandra w Trojankach:

„Przez jedną miłość i jedną kobietę,
Łowiąc Helenę, padło ich tysiące,
A ten ich mądry wódz, za to, co wrogie
Najbardziej, stracił, co najmilsze, oddał
Własne kochane dziecko za bratową,
I to nie gwałtem wziętą, lecz z jej zgodą.”

Ta, która spośród może nawet dziewięćdziesięciu dziewięciu herosów wybrała na męża Menelaosa, lekką ręką porzuciła miłość do niego i skłoniła się ku Parysowi. Wiedząc o potencjalnych konsekwencjach ucieczki, mimo wszystko się na nią zdecydowała, zabierając ze sobą skarby, niewolnice, Ajtrę – zostawiając natomiast własną córkę, którą urodziła Menelaosowi. A przecież Owidiusz w Heroidach kazał Helenie pisać te słowa do Parysa:

„Co wtedy powiedzieć by o mnie mogły Sparta i cała Achaja, co ludy Azji i Twa Troja? Co pomyślałby o mnie Priam? I małżonka Priama? A Twoi liczni bracia i córki Dardanii? A Ty sam, jakże mógłbyś spodziewać się po mnie wierności, Twój własny przykład czyż nie napawałby Cię niepokojem?”

Istotnie, słuszne były przeczucia Heleny – mieszkańcy Troi nienawidzili kochanki Parysa. Zresztą, początkowe wątpliwości córki Ledy w ogóle brzmią całkiem rozsądnie. Gdyby tylko ta sama Helena nie użalała się w tragedii Eurypidesa:

„(...) Rzucił trzody Parys z Idy,
Przybył do Sparty, aby mnie wziąć w łoże.
Hera, zawistna, bo nie zwyciężyła,
Jak wiatr zdmuchnęła mój ślub z Aleksandrem
(…) A nadto
Z woli Dzeusowej więcej idzie nieszczęść.”

A więc dla Heleny nie było problemem to, że zgrzeszyła czy że przez nią zginęli najznamienitsi Grecy. Najwięcej zmartwień przysparzało jej to, że romans się nie udał. Miało być tak pięknie, a tu wojna, gdzie obiecane „żyli długo i szczęśliwie”? W świetle tych słów jakiekolwiek późniejsze poczucie winy i skrucha mogą być z powodzeniem uznane tylko za grę pod publiczkę, za próby oczyszczenia się z odpowiedzialności za tragedię Hellady i Ilionu.
I tak też Fraa to odbiera. Bo chcąc nie chcąc, w tragedii Eurypidesa i tak wyszło szydło z worka. I ma rację Hekabe, kiedy dowiedziawszy się o tym, że Poliksena ma zginąć na grobie Achillesa, mówi:

„Powinien zażądać zabicia Heleny
– Ona zgubiła go, przez nią był w Troi”

10:47, fraa_farara , Mity
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 kwietnia 2010

Jak mogą Państwo zauważyć, Fraa wprowadziła nową kategorię. Po prostu Fraa uważa, że mity są zbyt obszerną i niedocenioną dziedziną, żeby je tak najzwyczajniej w świecie pomijać.

A właściwie to pomysł na dodanie tej kategorii zrodził się przy okazji rozmowy, w jakiej Fraa niedawno uczestniczyła, dotyczącej Medei.

Eugene Delacroix - MedeaHistoryjka jako taka jest mniej-więcej znana, nawet bez nadzwyczaj wnikliwej znajomości dziejów wyprawy Argonautów. Jazon dopłynął do Kolchidy, tam czarownica Medea pomogła mu w zdobyciu złotego runa, potem odpłynęli, a w końcu Jazon porzucił Medeę dla Kreuzy, w związku z czym Medea uśmierciła Kreuzę, Kreonta, dzieci i odleciała rydwanem ciągniętym przez smoki. Niby proste, prawda?

Nie, to wcale nie jest proste. Nawet na pierwszy rzut oka tylko skończony ignorant mógłby uznać, że ta historia jest prosta.
Należy postawić się w sytuacji Medei: młoda dziewica (tak, wtedy jeszcze takie istniały), córka króla. Urodziwa, ale niezbyt zainteresowana zamążpójściem, jako że głównie zajmuje się czarami. I nagle do jej ojca, władcy Kolchidy, przybywa Jazon z obstawą i chcą złote runo. Adoratorzy Medei najwyraźniej musieli być wyjątkowo nieciekawi, bo dziewczę momentalnie zakochuje się w Jazonie (który, nota bene, sam z siebie niczym nadzwyczajnym się nie wyróżniał). No i co dalej? Jazon jest obcym facetem, którego do Kolchidy przywiodła jedynie chęć uzyskania cudownego skarbu. Medea ma do wyboru: zdradzić rodzinę i ojczyznę w imię wielkiej, , nagłej i namiętnej miłości, albo zignorować uczucie i świadomie dopuścić do śmierci wybranka. Z jednej strony rodzina powinna być ważniejsza od obcego żeglarza, ale z drugiej: obcy żeglarz miał stracić życie i Medea o tym wiedziała. A przecież początkowa „zdrada” ojca nie miała doprowadzić do niczyjej śmierci. Medea u Seneki wyraźnie mówi, że Kolchida była bogatym krajem. Czyli bez runa Ajetes też by sobie poradził. Pomoc Jazonowi więc mogła wydawać się moralnie całkiem do przyjęcia. Poza tym należy tu pamiętać o tym, że Medeę ustrzelił sam Eros, więc kobieta nie do końca mogła zapanować nad swoimi uczuciami i działaniami.
Tak więc gra toczyła się o życie żeglarza, a Medea wówczas była tylko nieśmiałą, młodą królewną. Pisząc o Argonautykach Apolloniosa z Rodos, Sinko tak się o niej wypowiedział:

„Pierwszy odzywa się Jazon, stara się delikatnie pozyskać zaufanie drżącej dziewicy i błaga ją o pomoc: Nagrodą jej będzie sława drugiej Ariadny, rozgłaszana przez Argonautów po całej Grecji. Wzruszona Medea zamiast odpowiedzi wręczyła mu prometheion: byłaby mu chętnie oddała duszę z piersi: tak jej się podobał.”

A o uczuciach targających Medeą, o jej nagłej miłości (znów – opisanej przez Apolloniosa) pisze Tadeusz Sinko nieco dalej:

„W niej rozkosze pierwszego coup de foudre i spotęgowanie uczucia przez myśl o niebezpieczeństwie grożącym »ideałowi« i konflikt między obowiązkiem i miłością, prowadzący nad brzeg samobójstwa, i samorzutna, zrazu bezinteresowna pomoc dana bohaterowi przedstawione są z pogłębieniem psychologicznym, godnym – romansopisarza.”

Bo trzeba tu dodać, że Medea nie jest po prostu wiedźmą. Wyraźnie widać, że kobieta diametralnie się zmienia odkąd spotyka Jazona. Z początkowo nieśmiałej, zakochanej dziewczyny przeobraża się w niebezpieczną czarownicę, która zrobi wszystko dla swojego wybranka. Jej miłość jest fanatyczna. Później nastąpi względny okres spokoju, raczej pomijany w tekstach starożytnych, kiedy to Medea rodzi Jazonowi dwójkę dzieci, ale potem ta groźna Medea-narzeczona wraca, tym razem jako Medea-matka i Medea-zdradzona. Determinacja, którą Jazon mógł obserwować uciekając z Kolchidy, tym razem zostaje skierowana przeciwko herosowi. Chciałoby się powiedzieć: mógł się tego spodziewać i trzymać interes w spodniach. Przecież widział swoją młodą żonę „w akcji”. Tyle że Grecy nie nosili spodni...

Znów jednak Fraa wybiega za bardzo do przodu. Do Medei-zdradzonej. A tu trzeba zatrzymać się przy Medei-dziewicy.
Medea-dziewica ratuje życie Jazonowi i wszystkim Argonautom. Jeśli herosi później dokonują jakichś wielkich czynów, to tylko dzięki Medei. Bez czarownicy, Jazon nie zdobyłby złotego runa. Tak jak Tezeusz nie wyszedłby z labiryntu bez pomocy Ariadny. Czyżby ogólna tendencja...?

W tragedii Eurypidesa Medea wyraźnie podkreśla swoje zasługi wobec Jazona:

„Atoli od początków samych zacząć muszę:
Ocaliłam cię! Wiedzą to syny Hellady,
z którymiś ongi wstąpił na Argo pokłady,
słan na poskromcę ogniem parszczącego sprzęgu
byków i na siejbiarza morderczego łęgu.
Ja smoka, co osaczał złotolite runo
w poplątanych pierścieniach, snu nie dając oczom,
zabiłam i zbawienia świeciłam ci łuną.
Ja ojca porzuciłam i pałac ojcowy,
i do miasta Jolkosu, ku peljońskim zboczom
szłam z tobą, więcej serca się radząc niż głowy.
Ja zgładziłam Peljasa, który z córek ręku
ginął w męce, ja ciebie zwoliłam od lęku...”

Z kolei u Seneki Młodszego czarownica żali się:

„Gardziłam tronem, za tobą zdążałam,
dom porzuciwszy tak pełen bogactwa,
że aż się złotem ozdabiało drzewa.
Lecz nic nie wzięłam oprócz brata mego.
Dla ciebie jego roztrwoniłam ciało.
Tak, poświęciłam kraj, mojego ojca
i brata mego. Tobie wstyd mój dałam.
Tyle w posagu wniosłam. Zwróć go teraz!”

Można by uznać, że cóż – to ona była zakochana, więc to tak naprawdę dla własnego komfortu narzuciła się z pomocą Argonautom. Tyle tylko, że Jazon po pierwsze – sam ją poprosił o tę pomoc (o czym wspomniał Tadeusz Sinko), a po drugie – dość prędko heros dał Medei do zrozumienia, że odwzajemnia jej uczucia i że chce ją pojąć za żonę.

„Teraz dopiero pod wpływem delikatnych słów i łez Medei obudziła się w Jazonie miłość do niej. Coraz czulsza rozmowa doprowadziła go wreszcie do prośby, by jechała z nim do Grecji i została jego żoną: »i nic innego nie rozłączy nas w miłości, aż przeznaczona śmierć nas zakryje« (– 1130).”

Owidiusz w Heroidach wkłada w usta Medei takie słowa:

„Oto wygnanka, wzgardzona, porzucona bez pomocy, pisze do nowo poślubionego; a może zajęty królowaniem nie masz wolnej chwili? Ja, choć byłam królową Kolchów, o ile pamiętam, znalazłam czas dla Ciebie, gdyś prosił, abym Ci pomogła swą czarodziejską sztuką. (…)
I przemówiłeś niewiernymi usty: „Fortuna dała Ci moc i od Twej woli zależy moje ocalenie, me życie i śmierć są w Twoim ręku. Móc zabijać to dosyć dla kogoś, kogo cieszy taka potęga, lecz Ty, gdy mnie uratujesz, większą będziesz miała sławę. Zaklinam Cię na moje nieszczęścia, które możesz złagodzić, na ród Twój i na boskość Twego wszechwidzącego dziada, na oblicze i święte tajemnice Potrójnej Diany, na mnogość innych bogów, jakie czci ten lud, o dziewico, ulituj się nade mną, zmiłuj się nad moimi bliskimi! Na wieki pozostanę Twoim za Twe dobrodziejstwa. A jeśli nie pogardzisz pelazgijskim małżonkiem (lecz skądżeby bogowie mogli być dla mnie tak łaskawi?) prędzej duch mój rozwiałby się w powietrznych przestworzach, zanim by inna miała dzielić mą łożnicę, niż Ty, moja ślubna żona. Niechaj świadkiem mi będzie Junona, patronka świętych małżeńskich więzów i ta bogini, przed którą stoimy w jej marmurowej świątyni!”
Słowa te (i tyle innych!), a także Twa prawica, co uścisnęła moją prawą rękę, poruszyły serce łatwowiernej dziewczyny. Widziałam nawet łzy: czyżby i one też miały być fałszywe? I otom, młódka, szybko uwierzyła Twym słowom.”

Nikt nie wymuszał na Jazonie przysiąg. Za przeproszeniem: „Widziały gały co brały”. Brały barbarzynkę i czarownicę. Pokornie ją prosił, żeby przyjęła go jako męża. To chyba już podpada pod wykazanie się inicjatywą, czyż nie? Medea poszła za herosem.

I w końcu Jazon i Medea lądują u Kreonta. Mają dwóch synów. Wszystko by było pięknie, gdyby tylko nie to, że Jazon – ten sam, który przysięgał na Hades (dla Greków przysięga na Hades była absolutnie nie do złamania) wierność, mąż i ojciec – przygruchał sobie królewnę Kreuzę.

Czy można się dziwić, że Medea wpadła w furię? Przecież ona poszatkowała własnego brata, żeby ocalić Jazona! Pocięła na kawałki i wrzuciła je do morza – takie pohańbienie zwłok byłoby ze wszech miar uważane za zbrodnię, gdyby chodziło o obcego człowieka. A tutaj dodatkowo przecież to brat! Medea, dla której bynajmniej czyn ten nie był łatwy, sądziła, że Jazon również jest skłonny do poświęceń dla młodej małżonki.
A jednak okazało się, że nie.
Medea z przerażającą jasnością zdaje sobie sprawę z tego, że przerobiła brata na gulasz zupełnie niepotrzebnie. Że córki Peliasa zrobiły z ojca zupę równie niepotrzebnie. Wszystkie te okropności, które – przesłonięte bezgraniczną miłością – wydawały się co prawda straszne, ale konieczne, nagle okazały się bezcelowymi zbrodniami.
Dziwne, że w takiej sytuacji Medeę ogarnęło szaleństwo?

Tutaj można w końcu przejść do Medei-zdradzonej.
W tej kobiecie nie ma już śladu dawnej nieśmiałej dziewicy. Niewinność poszła precz gdzieś w okolicach Peliasowych córek. A jednak czarownica wciąż kocha – tym razem: dzieci. Tak jak cała nienawiść skupia się na Jazonie i jego nowej rodzinie, tak miłość koncentruje się na synach.
Owszem – Fraa twierdzi, że Medea zabiła synów z miłości. Dlaczego? A bo Medea u Seneki mówi:

„Oby nie nadszedł nigdy dzień ów straszny,
gdy się przesławny ród ze szpetnym złączy:
Feba wnukowie – z potomstwem Syzyfa.”

i nieco dalej:

„Znów jestem matką i wzgardzoną żoną.
Szał mnie opuszcza. Ja miałabym przelać
krew moich dzieci? Lepiej odstąp, gniewie
i straszne myśli: zło tak haniebne!
Za jakie czyny, wszak nie popełnione,
ta kara? Winien zbrodni – ojciec Jazon,
a bardziej winna krwi chciwa Medea.
Jeżeli umrą, już nie będą moje.
Jeżeli zginą, moimi zostaną.”

A u Eurypidesa:

„Nie zostawię swych dzieci – w nieprzyjaciół ręku”

oraz:

„O, nie! … Me ręce dół im wygrzebią grobowy
w gaju Hery, dostojnej patronki zamkowej,
by który z wrogów mściwych dłońmi zuchwałemi
nie naruszył ich kości.”

Zabicie dzieci jest dla Medei sposobem na to, żeby nie oddać ich Jazonowi. To ona jest ich matką. Ona, wywodząca się od samego Słońca. Nie pozwoli na takie pohańbienie jej synów.
Fraa twierdzi i będzie twierdzić, że jest w tym pewna pokrętna logika.

A jaka jest w tym wszystkim pozycja Jazona?
W tragedii Eurypidesa Jazon przychodzi do Medei i usiłuje wytłumaczyć swoje zachowanie. Co gorsza, utrzymuje, że to wszystko robi nie z chuci, tylko z rozsądku i tak naprawdę Medea powinna być mu wdzięczna:

„Otoś jest przesadzona z barbarzyńców kraju
na grunt Hellady, kędy w zacnym obyczaju
i wedle praw żyć możesz, nie pod grozą pięści.
Mir twej mądrości dotarł do najdalszych części
Hellady... W sławie chodzisz! Tam, na świata krańcu,
gdybyś została, nikt by nie wspomniał o tobie.
Ja zaś ni złota nie chciałbym mieć w dzbańcu,
ni piać w piękniejszym niż Orfej sposobie,
gdyby mi w zamian los odmówił – sławy.
Tyle, co się dotyczy trudów mej wyprawy,
samaś bowiem poczęła te słów przykre waśnie.
Skoro zaś mój królewski związek tak cię złości,
przeto ci udowodnię, żem postąpił właśnie
roztropnie, obyczajnie i z szczerej miłości
dla cię i dla mych dzieci. – Lecz słuchaj spokojnie.
Kiedy tutaj przyszedłem z krainy Jolkosu,
wciąż w zaciekłej z niedolą nieprzepartą wojnie,
czy mógłbym sobie życzyć szczęśliwszego losu
nad ożenek z królewną, ja – tułacz bezdomny?
Nie, bym się tobą znudził, co ciebie tak bodzie,
ani dla pieszczot nowych chuci nieposkromnej,
ni dla dziatwy liczniejszej, z twem łonem w zawodzie,
bo tych, któreś zrodziła, dość mi i te cenię –
lecz głównie, byśmy mieli przystojne schronienie
i nie cierpieli braku, gdyż wiem, że człowieka
biednego i przyjaciel ominie z daleka.
Synów wychować godnie, jak memu rodowi
przystoi, braci spłodzić dzieciom twego łona
i jednej czci węzłami złączyć dwie rodziny –
takie marzyłem szczęście! Na cóż tobie dzieci
jeszcze? Ja chcę przez dziatwę, co będzie zrodzona,
wspomóc żyjące. Zali w tem dopatrzysz winy?
Rozsądek-byś widziała, lecz cię zazdrość ślepi...”

...i dalej w tym tonie. Proszę sobie to wyobrazić: jesteście Państwo młodą dziewicą, córką króla bogatej Kolchidy. Porzucacie bogactwo i palicie za sobą mosty, bo jakiś frajer obiecał Państwu, że będziecie żyli długo i szczęśliwie. Przy pierwszej lepszej okazji ów frajer żeni się z dziewczątkiem, które nie porzuciło dla frajera bogactwa, więc oboje będą mogli grzać się przy pałacowym kominku. Ach, w międzyczasie frajer zrobił Państwu dwójkę dzieci.
I ów frajer usiłuje Państwu wmówić, że:

  • Tam gdzie Państwo do tej pory żyliście (jako córka króla!), byliście biedni i nieszczęśliwi.
  • Tu, gdzie teraz Państwo żyjecie (jako uboga wygnanka), jesteście przeszczęśliwi, bo w końcu jesteście w cywilizacji!
  • Powinniście się państwo cieszyć, że frajer zostawia Państwa na lodzie i żeni się z lepszym modelem, bo dzięki temu Państwa dzieci będą miały doborowe rodzeństwo (z pośledniejszego rodu, ale aktualnie bogatsze).
  • Państwo co prawda muszą uchodzić z kraju, do końca nawet nie wiadomo dokąd, ale generalnie powinniście Państwo być niesamowicie wdzięczni frajerowi.


Jeśli Fraa miałaby jakieś wątpliwości, to po przeczytaniu linii obrony Jazona, musiałaby go momentalnie znienawidzić. Nóż się w kieszeni otwiera.

Fraa przeprasza, że w tym wpisie więcej jest cytatów, niż tekstu własnego. Najzwyczajniej w świecie teksty autorów starożytnych najlepiej obrazują to, co Fraa chce powiedzieć.
A Fraa chce powiedzieć to, że Medea jest wspaniałą kobietą. I już.


Lektury podstawowe:

  • Lucius Annaeus Seneca, Medea, przeł. E.Wesołowska, Poznań 2000
  • Euripides, Medea; Hippolitos, przeł. B. Butrymowicz, Wrocław 2007
  • Publius Ovidius Naso, Heroidy, przeł. W. Markowska, Kraków 1986
  • Gaius Valerius Flaccus, Argonautyki: ksiąg osiem, przeł. S. Śnieżewski, Kraków 2004
  • T. Sinko, Literatura grecka, T. 2 cz. 1, Literatura hellenistyczna (wiek III i II przed Chr.), Kraków 1947




„Wyrwałeś się ze związku ze straszną Fazyjką.
Już nie będziesz zmuszony pieścić dzikich piersi.
Szczęśliwcze, bierz eolską dziewicę za żonę –
tym razem zgodnie z wolą i po myśli teściów.”

18:54, fraa_farara , Mity
Link Komentarze (4) »

Fraacja
Liczydło, a co!